Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/w-przyszlosc.kazimierz-dolny.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
ci minut, bo na

kierownicy tak mocno, aż pobielały jej kłykcie.

ci minut, bo na

– Nie! – Bentz wybiegł na ulice, kusztykał na obolałej nodze w ślad za pojazdem.
jedwabiu.
gorącym uczynku. Z ulgą spostrzegła, że i on się lekko uśmiecha. Twarz miał szczerą. Zatroskaną. - Mam nadzieję, że nie zrobiłam nic złego. - Oczywiście, że nie. - Ale jego głos nie brzmiał tak ciepło jak zwykle. - Wyszedłem kupić kawę. - Pokazał małą, szarą torebkę, otworzył ją i przesypał kawę do słoiczka. Poszedł po wodę do łazienki i włączył czajnik. Czekając, aż woda się zagotuje, usiadł na fotelu i sięgnął po notatnik. Ten, który przed chwilą miała w ręku. - Chcesz porozmawiać o tym, co przydarzyło się twojej siostrze i mamie? Chyba byłaś zdenerwowana, gdy dzwoniłaś. - Byłam. Jestem - przyznała, z mocnym postanowieniem, że nie wycofa się, nie posłucha ostrzegawczego głosu. Dzisiaj ma zacząć życie od nowa. Teraz. W tej chwili. Zacisnęła mocno pięści, aż poczuła wbijające się w skórę paznokcie. Powoli rozprostowała dłonie i zaczęła opowiadać o wypadku Amandy. Opowiedziała o spotkaniu w Oak Hill, o tych ro-dzinnych rozmowach pełnych aluzji i niedomówień, o humorach Iana i sprzeczce z Hannah. Wspomniała też, że matka bardzo się zdenerwowała, a Lucille była jakaś niespokojna. - I wszyscy tak dziwnie na mnie patrzyli - dodała, podchodząc do okna, za którym noc ogarniała miasto. - Jakby się bali, że za chwilę dostanę szału i skończę w psychiatryku. - Boisz się tego? - Tak! - Odwróciła się i spojrzała mu prosto w oczy. - Tak! Tak! Tak! Byłam już w jednym i coś ci powiem, to nie są wczasy. - Uniosła rękę, jakby kierując prośbę do nieba. - Mój Boże, odkąd pamiętam, wciąż słyszałam plotki na mój temat, jaka to jestem dziwna. Niektórzy myślą, że zabiłam Charlesa, nawet niektórzy z rodziny. Przez to, że wyciągnęłam mu z piersi tę przeklętą strzałę. I myślą... Nie wiem, co myślą. Pewnie po prostu, że jestem szalona. - Usiadła na kanapie. - Szalony Kapelusznik - tak o mnie mówią. Chyba to lepsze niż wariatka, i proszę, nie pytaj, czy jestem wariatką, bo naprawdę nie wiem. - Odgarnęła włosy z oczu i z całych sił starała się opanować. - Powinieneś ich widzieć wtedy w domu. Ich wszystkich. Mamę też. - No cóż, postaramy się, żebyś nie trafiła do szpitala, dobrze? - Uśmiechnął się i jakoś udało mu się przegnać wszystkie jej strachy. - Też mi na tym zależy. Popatrzył jej w oczy o sekundę dłużej, niż należało, i poczuła to lekkie podniecenie, łaskotanie koniuszków nerwów, którego doznawała zawsze, gdy spotykała interesującego mężczyznę. - Wspomniałaś, że twoja mama jest w szpitalu. - Czy to złudzenie, czy jego głos był trochę bardziej szorstki? - Zdenerwowała się tym wypadkiem Amandy. Zdaje się, że dostała napadu dławicy, gdy szła po schodach do sypialni. Przez chwilę jej stan był krytyczny, ale potem ustabilizował się. - Cieszę się. - Ja też - przyznała i zebrała się w sobie. Teraz albo nigdy. - Adamie... - Jej głos brzmiał nienaturalnie nawet dla niej samej. Ich oczy znów się spotkały. - Powinieneś o czymś wiedzieć. Nie sądzę, że jestem szalona, to znaczy, modlę się, żebym nie była... - Jak mogła wyjaśnić to, czego sama nie rozumiała? Ręce jej się spociły, serce waliło. Powoli, z wysiłkiem udało jej się opanować.
schowek był pusty.
Nie dziwiło go to. Fernando najwyraźniej unikał policji.
i ponownie przeżywa swój związek z Jennifer, którą bardzo kochał, ale poradzi sobie z tym.
zawsze, gdy Bentz rozwiązywał trudną sprawę.
Zbliżając się do autostrady, rzucam komórkę na fotel pasażera i uchylam okno. Tak,
– Czego ode mnie chcesz? – Nie daje za wygraną, myśli tylko o jednym. Zupełnie jak
Najpierw dolna warga, a potem powoli całe jej ciało zaczęło drżeć. Czuła, że zaraz się rozpłacze, jednak udało jej się pohamować. Jak to Troy powiedział? Że zawsze odgrywa rolę ofiary? Teraz już nie. I nigdy więcej. Zacisnęła szczęki, kiedy pomyślała o zmarłym
– Na to wygląda. – Bentz zacisnął dłonie na kierownicy tak mocno, aż pobielały mu
– Żadną. – Wzruszyła ramionami. – Miałam go wykorzystać, poznać, zainteresować sobą,
– A pan dokąd? – zapytała Bentza dziewczyna.
runąłby jak długi.

– Wszystko w porządku. Pod koniec roku wychodzi za mąż.

- Tyle się wydarzyło w ciągu jednego tygodnia - drżącym głosem powiedziała Berneda i dotknęła ręki Amandy. - To trochę za wiele. Najpierw Josh, a teraz ty. Przysięgam,
– Raczej nie. Pewnie chciała się pochwalić zabiciem Lorraine. Cholera, nie rozumiem, o
rozjaśniał neon reklamujący SoCal Inn.
– poszli wtedy na kawę w studenckiej kafejce.
Bentz pomachał do niego, wstał, wyciągnął rękę.
– A co się stało z samochodem?
Jak to mawiała babka Gin? Póki jest życie, jest i nadzieja.
– Nie mieści mi się w głowie, jak w ogóle mogłaś pomyśleć, że maczałam w tym palce.
Gdzie ona się podziała?
Stał tam jeszcze chwilę, usiłując zrozumieć, co się z nim dzieje. Nie wierzył, że traci
– Czekam na odpowiednią chwilę – sprostował, pochłonięty lekturą menu. Poruszył temat
– Jak się czujesz? Jak noga?
tego nie przyzna, a już zwłaszcza nie Jaskiel. Jako szefowa nowoorleańskiego wydziału
kark.
rzeczywistością.

©2019 w-przyszlosc.kazimierz-dolny.pl - Split Template by One Page Love